środa, 13 sierpnia 2008

go fuck yourself

Na dzień dzisiejszy sprawy mają się tak:
Jestem sama w domu od paru dni, chyba przeszedł mi okres buntu, nie marzą mi się huczne imprezy, zalewanie w trupa i tym podobne swawole. Może i by mnie to dziwiło, ale nie teraz. Wakacje, zwłaszcza te wakacje, działają na mnie bardzo, hmm, odosabniająco jeśli w ogóle istnieje takie słowo. Jakoś to sobie tłumacze nie martwiąc się na zapas. Dziwny jest jednak fakt, że zastępuję towarzystwo chociażby mojej mamy głośno grającym telewizorem, wtedy czuję się bezpieczniej. A czas zajmuje mi nigdy niekończące się prasowanie i sprzątanie.
Wkurwia mnie jedynie, że na mtv ciągle leci Doda, a na tvn style same powtórki. Poza tym, jest mi dobrze. Jakby mało było już moich nałogów, nie mogę się oprzeć kupowaniu najbardziej niepotrzebnych rzeczy. Magia kart kredytowych doprowadza z łatwością do bankructwa, przestrzegam wszystkich !
Codziennie rehabilitacja, te same ćwiczenia, te same zabiegi. To wszystko, żeby doprowadzić nogę do stanu pożądanego. Wpadła mi do głowy teoria właśnie, że może przez te żmudne ćwiczenia, nauczę się ee systematyczności, co może zaowocować w zbliżającym się wielkimi krokami nowym roku szkolnym. Tak, tak, nikt nie daje o tym zapomnieć. Ulotki o skupie podręczników, reklamy tanich zeszytów, nowe ceny biletów autobusowych, wszystko atakuje i co, jaki w tym cel. Są wakaaacjee, po co przejmować się tak przyziemnymi sprawami.
Dla mnie pozostało jeszcze 18 dni czytania Harrego Pottera, oglądania durnych filmów i leżenia na kanapie. Dziękuję bardzo i wszystkim życzę tego samego. Ciao

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza