Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thuglife. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thuglife. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

nie pamiętam już o co poszło, jutro będą zdjęcia

(fotka z filmu, żeby was zmylić, że coś ciekawego się tu dziś wydarzy)

Znana jestem z nienawiści do lenistwa oraz niechęci do marnotrawienia czasu, zatem jakiekolwiek zdziwienie jest tu nie na miejscu. Szczerze powiedziawszy to był (przyp. karoliny. - dawno temu) to bardzo intensywny weekend w porównaniu do mojego poniedziałkowo-piątkowego życia w Krakowie. Na przód znów wysunął się problem trawienia przeze mnie krytyki. Żeby nie wytykać palcami powiem ogólnie, że natchnieniem dla mnie byli ludzie. Jednym z moich problemów (jednym z wielu) jest to, że krytykę zapamiętam w każdym szczególe, przytoczę każde jej słowo. Stąd może moje złe wspomnienia. Niemniej, fakty są takie. Wybraliśmy się na smaczny obiad. Rozmowa toczyła się ociężale, może z powodu mojego braku wiedzy albo z powodu przeżuwania zmielonej ciecierzycy. Większość rozmów z mojej perspektywy przebiega w ten sam sposób, dlatego niezbyt mnie to poruszyło. Dopiero przy zdawaniu relacji z minionego spotkania, moją uwagę zwróciły subtelne aluzje, które wcześniej kręciły mi tylko dziurę w brzuchu. Że ktoś dzięki ciężkiej pracy doszedł tam, gdzie dziś jest. Że mój brak starań pozbawia innych wszelkiej nadziei a moje milczenie oznacza kompletny brak życiowego działania. Że jeśli mnie ktoś bardzo dobrze ocenił, znaczy to jedynie, że miał niskie wymagania. I tak dalej. Chyba każdy mniej lub bardziej rozpoznaje te słowa. Problem pojawia się, przynajmniej dla mnie, kiedy słyszy się je bez wytchnienia. Opisuję to tak, jak słyszałam, bez sarkazmu. Nie zapominając o drugiej stronie, pytam się - jaka była moja reakcja? Już dawno zostałam pozbawiona umiejętności radzenia sobie w konfliktowej sytuacji, a jedyne na czym się znam to na uniku. Moja postawa obronna to milczenie plus ewentualne mruknięcie "tak" lub "nie". Czy moja postawa jest prowokująca? Ja bym się tym nie czuła sprowokowana, co najwyżej zniechęcona. Może powinnam rozpocząć na tym blogu (bo ciągle mam nowe pomysły więc jeden więcej nie zaszkodzi) serię wpisów o instrukcji obsługi Karoliny. Może się komuś przyda? Może ktoś dowiedziałaby się, że krytyka to na prawdę kiepski sposób na nawiązanie ze mną rozmowy. Może do tej pory technika ta sprawdzała się wyśmienicie, niestety nie w moim przypadku i na pewno nie przez ostatnie dwadzieścia lat mojego życia. Nie chcę przekazywać w świat wirtualnego żalu, którego mam nadzieję tutaj nie ma. Jednak żal mam do wielu ludzi, na szybko mogłabym ich policzyć pięciu. To może nie tak dużo ale biorąc pod uwagę, że te pięć osób kiedyś stanowiło codzienną część mojego życia, a potem z jakichś powodów z niego odeszli, to chyba jest dobrym powodem do żalu. Zawsze mi się o tym przypomina jak wspominam stare, dobre czasy. Muszę sobie wciąż powtarzać, że te czasy nie istnieją - moving on.

Geneza tego tekstu sięga trochę wstecz. Nie chciałam tego publikować zaraz po napisaniu, bo spodziewałam się komentarzy odnoszących się do mojego braku dojrzałości, dziecinności i tym podobnych. To co napiszę dziś też pewnie nie zostanie opublikowane. Nauczyłam się ostatnio wstrzemięźliwości jeśli chodzi o wylewanie się do internetu, z resztą (mam nadzieję, że) może ktoś zauważył mój brak aktywności na facebooku. Nie ma dobrych słów na opisanie teraźniejszej sytuacji, a że mam potrzebę podtrzymywania życia tego bloga, czytelnicy mogą dostać moją oszlifowaną frustrację raczej na samą siebie, niż na konkretną osobę. Frustrujące sytuacje są frustrujące przez to, że się tę frustrację (po raz czwarty, wiem) odczuwa. Nie ma sensu liczyć na to, że świat stanie się przyjemniejszy w odbiorze.
Kolejna złota myśl na zakończenie, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Dobranoc

piątek, 1 marca 2013

ten post mówi sam o sobie co znaczy że jest autotematyczny

Anonimowy człowiek napisał, że to esencja grafomanii. Postanowiłam stawić temu czoła, chociaż nie powinnam tracić na to czasu. Niemniej, ufając wikipedii, co pewnie jest kolejnym błędem, postanowiłam przyjrzeć się temu szaleństwu pisania. Anonimowa osoba chciała mnie obrazić, a ja jak się okazuje krytyki nie znoszę. Ja mam jednak lepiej bo wezmę o jedną tabletkę więcej i przejdzie, a wy dalej będziecie czytać i krzywić się na co drugie słowo. Ale - do rzeczy!
Z tego co się nauczyłam w ostatnich miesiącach grafomania to jeden z efektów ubocznych melancholii, bo melancholia w przeciwieństwie do depresji jest płodną chorobą, która wymaga ciągłej analizy, ciągłego przetrawiania. Zawsze podejrzewałam się o jakąś dramatyczną chorobę, nie protestuję więc przeciwko melancholii w żadnym wypadku! Bieńczyk też niejednokrotnie został nazwany grafomanem i podobnież bronił się melancholią (albo broniono go?). W końcu przy Tworkach płakała połowa mojego roku, a to coś znaczy! (autorskie porównanie do B. jest wyrazem mojego poczucia humoru i autoironii tak w razie wątpliwości)
Dalej: "pojęcie to dotyczy natręctwa pisarskiego występującego u osób, o których sądzi się, że nie mają odpowiedniego talentu". Jest wiele określeń, z którymi spotkałam się na swój temat, ale natręctwo? Nigdy w życiu. Śmiało mogę zagwarantować, że jestem co najmniej przeciwieństwem jakiegokolwiek natręctwa. Co do talentu... Pewnie go tu nie ma ale nikt nie powiedział, że żeby prowadzić blogaska, trzeba mieć jakiś talent. Bez przesady. Jeśli takie byłyby zasady, internet dawno przestałby istnieć. Ja wiem, znowu niepotrzebnie powtarzam, ale na serio, ja nikogo nie zmuszam, żeby tu wchodził. Z chęcią bym miała mniej czytelników (kłamstwo), albo chociaż chciałabym mieć takich, co czytają z podobieństwa dusz, a nie z ciekawości i żądzy plotek.
That been said, zgubiłam wątek. AHA, ważna rzecz: "[grafomania] może wynikać z rozmijania się z percepcją sztuki i literatury właściwej dla danej epoki"  say whaaattt, to jest BLOG, żadna sztuka. To że mam wpisane na facebooku "Artist" nie znaczy, że uważam się za artystkę, może robię jakieś zdjęcia, albo robiłam, no robiłam, to chyba już muszę zmienić to "Artist" na może "Public figure", ale znowu czy jestem figurą publiczną, to też pewnie będzie jakiś problem. No nic, muszę pozostać beż internetowej tożsamości póki co.  Co do właściwości naszej epoki to chyba każdy wie, że dziś można wszystko, więc tej części zdania nie trzeba analizować.
I na koniec: "Grafomania jest bardziej zauważalna u autorów, którzy łączą przymus pisania z dążeniem do upowszechniania swoich utworów, mimo negatywnej oceny ich poziomu artystycznego" 1) nie jestem Autorem, 2) nie mam przymusu pisania, piszę tu jak mi się nudzi, albo jak powinnam robić coś ważniejszego 3) nie dążę do upowszechniania swoich utworów, bo nie mam żadnych utworów to po pierwsze, a po drugie no nie dążę do niczego w życiu krótko mówiąc, więc raczej nie dążę do rozpowszechniania niczego, przykre ale prawdziwe. Logicznie to zdanie już jest fałszywe ale niech będzie, że dokończę... Mój poziom artystyczny mógłby się odnosić jedynie do fotografii, jeśli chcecie negatywnie ocenić moją photography to zapraszam lineczki są wszędzie, innego poziomu artystycznego nie mam, więc jakby to powiedzieć, problem sam się rozwiązał.

Czekam na więcej negatywnych komentarzy, bo jak widać są bardzo inspirujące. Nigdy nie przypuszczałam, że napiszę take długie gówno o grafomanii, a jednak! Mimo że nie znoszę krytyki, jak już mówiłam - mam na to lekarstwa, więc możecie śmiało dalej mnie inspirować. Wprowadziłam co prawda moderowanie komentarzy ale to tylko i wyłącznie dlatego, że nie lubię chamstwa, tfu!

Przyznaję się jedynie do tego, że czasem, głownie w nocy między północą a drugą, owłada mną ta czarna żółć i pisze strasznie dziwne rzeczy w moim imieniu. Ale to z głodu, zmęczenia i pojebania. 

poniedziałek, 11 lutego 2013

czuję, że ciągle powtarzam to ostatnie zdanie

Czy normalne jest żeby czuć bardzo szybko i przez bardzo krótki czas więź z kimś bądź czymś, a następnego dnia zupełnie o tym zapomnieć, zamiast szukać czegoś na całe życie 4evernever. Oczywiście. Mam tak z każdą książką czy filmem traktującym o samotnej, zagubionej postaci, beznadziejne zakorzenionej w postmodernistycznej wizji świata, którą wciąż targają sprzeczne emocje w stosunku do wszystkiego... Dziś lubię kolor czarny, jutro żółty, teraz słucham hiphopu, jutro grunge'u. Aha, zapomniałam o najważniejszym, że jestem abstynentem a jutro zapominam jak się nazywam. Nie nie. Ja nie mówię poważnie. Poważnie nie mówię nigdy. Moje życie składa się z układanki precyzyjnie powycinanych fikcji, dlatego ten blog też jest fikcją. Mówić o swojej tożsamości w czasach pozbawionych jej jest bzdurą. Skąd mam wiedzieć kim jestem w tym wieku w tej chwili w tym miejscu. Teraz jestem nikim, leżącym na łóżku, bezsilnym pantoflem nie wiem czemu pantoflem wydają mi się takie nieporadne, leżąc na łóżku zawsze czuję się nikim, bo mogłabym być każdym. Wiesz, każdy codziennie ma ten moment, zawieszenia, gapienia, leżenia, nic nas wtedy nie różni. Różni nas sposób wstawania, chyba tak wymyśliłam teraz. Ciekawe którą nogą ja wstaję, nigdy nie zdążę zanotować. Staram się obiema na raz żeby nie bawić się w zabobony. Zabobony nikomu nie przynoszą otuchy. Gdybym lubiła koty miałabym czarnego tylko po to żeby wykpić los. Za to mam białego psa, może to odwrotność zabobonu, ale co jest odwrotnością zabobonu, fakt? Jeśli fakt to wszystko się zgadza, bo mam białego psa nazywa się Jogi. Tu nastąpi przerwa na cytat.
Zawsze gdy mówię "my", myślę o sobie, bo nie ma żadnej wspólnoty poza mną. Wiem, że wszyscy myślą tak samo. Choć tego akurat nie wiem. Nie wiem, co myślą inni. Więc zakładam, że myślą to samo co ja. I to jest podstawowy błąd. i tak dalej łapiesz o co chodzi. Cytatu koniec.
Wiesz, że istnieją tabletki na strach. Tabletki istnieją chyba na wszystko. Na pryszcze przecież też są. Na koncentracje, na sen, na katar, na sraczkę, na wszystko. Ale czy to jest ta odpowiedź, na którą wszyscy czekają. Nie wiem. (czuję, że ciągle powtarzam to ostatnie zdanie, czy ja wiem, nie wiemmmm)

P.S.
Przepraszam przypadkowych czytelników za doświadczenie rozczarowania. To nie jest blog szafiarski, ani jak się okazuje nawet fotograficzny. Zażalenia przyjmuję w godzinach od 10 do 15 każdego dnia bożego, call me.

czwartek, 31 stycznia 2013

sampling myśli


cóż wam powiem a raczej po co skoro inni robią to lepiej
jestem razem z czarną żółcią albo saturnem
ale moi mistrzowie nie są starzy
ciągła dyfuzja cząsteczek nie służy wam pewnie też
czy to są słowa z głębokiej wody czy z powierzchni
sama nie wiem bo słucham commona, wydaje się trochę zbyt common jak na meta doświadczenia
o doświadczeniu że jest nieodłączne od mowy to nie wiem czy się zgadzam
bardziej chyba z gołym aktem ale
brak mi każdego z nich
czekolada kawa oszukują w pokrzepieniu ducha

dobra a tak na serio bo to skupienie boli mnie w skronie, skad wiedziec co dobre co złe nietzsche powiedz. haha. relatywizm to gówno modernizmu. za dużo czytam i już nie mam własnych myśli tylko jakis sampling albo kilka sekund songpopowych melodyjek. nie wiem po co to zdjęcie. pierwsze i ostatnie które zrobiłam kilka miesięcy temu. makaron z sosem po pięciu dniach traci pierwszy smak. tak? w sklepie samoobsługowym nie lubię ludzi jak kotów. pani poda ten serek no ten najtańszy. ale to tylko żarty. mam dość dobry humor może dlatego że wygrywam. 
chciałam coś napisać bo wiadomo sesja prokrastynacja


piątek, 18 stycznia 2013

szkło wyostrzające


Polecam kliknąć w to zdjęcie bo nawet dobrze wygląda w fulskrinie. nie lubie pionowych trzeba je obciac ale jak na wspak? Oczy mi sie zamykają nie wytrwam do konca tego posta ale musze. Jestem tu, widze wszystko, troche boli. Najblizsi są mi ci najbardziej obcy, smiesznie ze im dłuzej żyję tym coraz więcej filmowych banałów znam i rozumiem, chyba jednak faktycznie inspiruje ich rzeczywistosc. Nie o tym nie o tym. Chciałam napisać o zwale ale nie doświadczyłam dawno wiec zmyslać nie będę, albo moze doswiadczam cały czas, to też jest możliwe, życie w zwale. Rzeczywistośc jest dla mnie taka ostra jakbym sie jej przyglądała przez szkło wyostrzające ale koniecznie z boku, siebie tez widzę bardzo ostro, szkoda tylko ze nie rozumiem rownie. W jednej chwili wszystko moze byc tak idealnie i tak pojebanie ale wiecie o tym co ja sie bede wymadrzac. Zrobiłam to zdjecie dzis nie wiem o co mi chodzi z tą żwirową powinnam tam teraz isc położyć się na śniegu i słuchać może chce mi coś powiedziec, po co robic ciągle zdjęcia temu samemu miejscu. Po co w ogole je robic, ja nie wiem, chcialam zrobic na zaliczenie, bo musze, ale nie zrobie, bo w sumie, po co mam profanowac cos co kiedys tak bardzo lubiłam. Słyszałam że dorastam dojrzewam jak wino fajnie, miło, ale koszty zmian kazdy musi zapłacic, wole byc dzieckiem. paznokcie pomalowałam specjalnie na tą okazję w dorosłym kolorze sand tropez. obawiam sie ze nikt ich nie podziwi bo juz nigdy stąd nie wyjde. dzis nie bedzie poezji ani polskich znakow, fuck that shitz
wszystko mi się myli
przepraszam mili *

*Sommer

wtorek, 1 stycznia 2013

będzie jeszcze dziwniej



każdy szanujący się blog robi jakieś podsumowanie roku. ja szanuję siebie i szanuję blogaska więc chyba wypada się jakoś do tego ustosunkować. o dziwo nawet jakieś zdjęcia wczoraj wywołałam więc nie będzie to powtórka z ostatniej bezsennej nocy tylko coś dla oka i dla duszy.
pierwsze co od razu mi przychodzi na myśl to, że przez cały rok nie jadłam mięsa. na początku jadłam trochę ryb bo sama nie wiedziałam czy to się klasyfikuje jako mięso czy nie. po paru miesiącach jednak je odstawiłam więc chyba już jestem pro. po pierwszych miesiącach wiadomo był spadek żelaza, nie jestem lekarzem ale z hipochondrycznego doświadczenia domyślam się że organizm się musi przystosować do nowej diety i teraz wszystko jest w normie. polecam wszystkim, chyba z niczego w życiu bardziej się nie cieszę jak właśnie z tej decyzji.
druga wielka zmiana to przeprowadzka - pierwszy raz bez mamusi, bez wrocławia. mieszkam sama dopiero trzy miesiące, w stosunku do całego roku to niewiele. ale tyle nowości. nowe miasto nowe studia nowi ludzie wszystko takie nowe. na początku chyba nie mogłam się odnaleźć, a z pewnością zaburzyło mi to jakieś twórcze działania. ciężko jest mi tam robić zdjęcia. nie wiem czemu. chyba moja fotografia za bardzo związana jest z domem, może musi poczekać. nie wiem.
w tym roku też oficjalnie zdobyłam wyższe wykształcenie. nie czuję się jakoś o wiele lepiej mając licencję na bycie kulturoznawcą, bo przecież jak to brzmi... nie żałuję że wybrałam te studia, ale w sumie tylko przez ludzi. biorąc pod uwagę same studia to zdecydowanie wolałabym cofnąć się i wybrać kraków 3 lata temu. może w jakims paralel universie jest taka wersja mojego życia.
podsumowując ten rok był bogaty w nowe doświadczenia, a ostatnich parę dni zasługuje na miano epickich, tak troche dzis nadużywam tego słowa ale serio takie były. jestem bardzo ciekawa co jeszcze się wydarzy! po wczoraj polubiłam sylwestra i obiecuję nie być sarkastyczna w stosunku do tego wydarzenia. nie będę puszczać fajerwerków bo stresują zwierzęta ale dobrej zabawy się nie powstydzę!

a co do podsumowania żywotu blogaska, jakoś w tym roku czuję że w końcu odnaleźliśmy formę idealną. na początku roku jeszcze nie mogłam się zdecydować czy skończyć ze sweet fociami czy nie. nie wstydzę się tego zupełnie, cieszę się jednak że już tego nie robię. starałam się też być mentorem (...), np pisząc o tym jak wywołać negatyw, co to jest lomografia, albo jakie książki o sztuce polecam. haha zwłaszcza z tego ostatniego chce mi się śmiać. niby tak niedawno a jednak już bym tego drugi raz nie napisała. chyba ten martwy gołąb zapowiedział koniec starej karoliny.
to jest takie moje uzależnienie. nie obchodzi mnie czy ludzie to czytają czy nie choć oczywiście taki jest sens. cieszy mnie te 169 osób obserwujących bloga, cieszy mnie też 270 lubiących mnie na facebooku bo wiem że nigdy nikogo nie zmuszałam do tego i musicie być na tyle dziwni, że interesuje was co mam do powiedzenia. myślę, że dopiero się rozkręcam i będzie jeszcze dziwniej.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

przerazliwa ciezkosc dnia nastepnego

czuję że wszyscy mamy ten sam problem. dorosłość odpowiedzialność nikomu nie przychodzi łatwo. każdy film każda książka każda rozmowa wspomina dawne czasy. wszyscy najchętniej wspominają czas w którym teraz jestem, albo ewentualnie byłam 3 lata temu. czy wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, że to czas mojego życia. chyba nie. szkoda że nie zdajemy sobie z tego sprawy. w zamian za to myślę o przyszłości, jaka będzie ciężka i depresyjna. nie mam pewnosci ze taka będzie ale najłatwiej jest zakładać najgorsze. spotykam ludzi bardziej doświadczonych życiowo i nie pocieszają mnie. widzę, jacy są, duże dzieci. nie wiem może to złe środowisko, może powinnam dołączyć do grupy kościelnej, w której pewnie by mnie już uważali za starą pannę, zamiast chodzić tam, zasypiać w tramwaju, godzić się na tą przypadkowość i lekkość, która następnego dnia wydaje się przeraźliwie ciężka. jak może być lepiej skoro każdy naokoło jest równie nieszczęśliwy. czy to pokolenie, czy to społeczeństwo. to pewnie te książki. dekadencja pierdolona, uczy nas piękna cierpienia, lecz nie każdy może być postmodernistą.
strasznie bym chciała napisać coś dłuższego co faktycznie oddałoby moje uczucia ale zawsze zatrzymuję się na szkicu, z którego nic nie da się stworzyć. po pierwszym zdaniu tracę pewność sensu. ten film liberal arts mnie skłonił ku dzisiejszym rozważaniom. ja widze jak ten Josh przeżywa kryzys schyłku swoich lat trzydziestych, próbuje to zatrzymać, myśli że jak pozna młodszą dziewczynę to się lepiej o sobie poczuje, codziennie przeżywa ból istnienia, praca jest hujowa, oddałby wszystko żeby powrócić do czasu studiów, bo wtedy to były czasy. wiem prosta historia ale mam z nim wspólną potrzebę ekshibicjonizmu. pozbyłabym się happy endu, gdyby pozostał w melancholii dałabym 10/10 i serduszko. za film z happy endem można dostać najwyżej 8. dlaczego dlaczego co złego jest w szczęśliwych zakończeniach karolino dowiedź się i odpowiedz. oczywiście dlatego, że nie doszłam jeszcze do mojego szczęśliwego zakończenia, dlatego każde inne mnie denerwuje. myślę że moje postanowienie noworoczne powinno dotyczyć czasu spędzanego przed komputerem. może powinnam też wprowadzić zakaz porozumiewania się z ludźmi za pomocą facebooka, ale z tego musiałabym się leczyć co najmniej jak z heroiny. jakby było dziwnie gdybym dzwoniła i pytała co słychać, tak nienawidzę dzwonić.
z drugiej strony strasznie się cieszę, że jestem w momencie w którym może ze złych powodów wszystko mi jedno. przydarza mi się dzięki temu wiele. jeszcze dwa miesiące temu leżałam na plecach i dłubałam w nosie z braku czegokolwiek ciekawszego. dziś cały dzień leżę bo głowa mi pęka od ilości usłyszanych słów i przeżytych chwil. teraz mam do wyboru dwie drogi, widzę je ale nie widzę wyboru. czuję, że los mnie poniesie, czego z resztą zawsze od niego oczekiwałam. i jestem ciekawa jak to będzie
dziś nie będzie zdjęcia, mam z resztą nadzieję że nikt do ostatniego zdania nie dotrwa. w nowym roku życzę wszystkim mniej sarkazmu, mniej oglądania cudzego życia, a więcej przeżywania własnego. yolo

wtorek, 11 grudnia 2012

przy stole i przez telefon

odkładam sen na bok bo obawiam się. odkładam dzień bo to samo. jak zwykle jestem gdzieś ale ile można o tym. nie wiem jak wszystko nagle może tak skomplikować jednocześnie nie da się nic powiedzieć. dopiero w prawdziwych sytuacjach brakuje słów, nigdy do tej pory nie brakowało mi słów, nie życzę nikomu braku słów. samemu przed sobą udawać to dopiero jest. oglądać filmy i wierzyć że tak jest. albo nie. w tym roku miałam trzy razy urodziny, te ostatnie były najgorsze ale był tort. nie wiem czy będzie z tego poezja, co najwyżej nerwica. ciekawe czy ktoś wie czy coś zmienia się w twarzy. jak oni robią to przy stole żartując albo przez telefon

dawno nie robiłam blogaskowych foteczek. przez chwile dobrze się czułam je robiąc. bez sensu i bez przyczyny z brzydką przysłoną której nie lubię ale tego wymaga konwencja. konwencja wymaga wiele ale lepiej żebym znowu nie zaczynała. mój drugi nowy nie-pokój



piątek, 23 listopada 2012

samolot na dachu

po bardzo intensywnej duchowo rozmowie z moją drogą Ashle, kłębi mi się w głowie wiele myśli.
bardzo się cieszę że doszłam do tego, że nie muszę tracić czasu z ludźmi, którzy nie są tego warci. gadanie o znajomych znajomych może być interesujące raz na jakiś czas (żeby nie zapomnieć jak się obgaduje ludzi ;p) ale od bliskich mi osób oczekuję właśnie duchowego pojednania. wiem, że nie jest łatwo zwłaszcza ze mną, często łapię się na tym, że chyba trudno się ze mną żyje ale cóz. przeprowadzka do innego miasta to świetny test dla "facebookowych znajomych". lista tych, z którymi warto spędzić trochę czasu, nie ma co ukrywać, kurczy się. nie mam żalu o to do nikogo bo taka jest kolej rzeczy.

w sumie nie zamierzałam obrać takiego kierunku ale myśli płyną. mimo że nie jest idealnie to czuję spokój. bardzo dziwnie to wytłumaczyć ostatnio próbowałam i też nie wyszło. nie mam się z kim kłócić ani o co, nie mam żadnych wzlotów ani spadków emocjonalnych wszystko jest taką niezmienną prostą. ciekawe. pewnie z sekundą jak to napisze, samolot wyląduje mi na dachu i zostanę donnie darko.

to mój ulubiony kard z mojej okolicy. nie raz już tam robiłam zdjęcia, nie raz nawet z mgłą. ale to chyba dlatego że czekałam na ten moment aparat klisze światło wszystko. już chyba mogę zapomnieć  o tym kadrze. został zrobiony i skończony.


niedziela, 11 listopada 2012

loop



Dzisiaj na zajęciach padła rozkmina na temat 'to się nigdy nie skończy'. Wydawało się to całkiem dobrą rozkminą biorąc pod uwagę wideo, loopy i inne takie. Jednak teraz, w tej chwili nabiera zupełnie innego znaczenia. Ile czasu może jedna myśl trwać w mózgu? Aha, wiem, do końca życia.

Cały czas pomiędzy. Nie do końca czytam, nie do końca robię zdjęcia. Jestem tu, chcę być tam. Jestem tam, chcę być tu. Trochę mnie boli oddychanie i bieganie do autobusu. Złoszczę się na zasypianie, nie słyszę budzika.

Poszłam ostatnio na wycieczkę. Wsiadłam w autobus, weszłam na szczyt, wiatr wiał w lewe oko i nikogo nie spotkałam. Chodzenie samemu ma w sobie coś.. Pierwsze myśli jakie przychodzą do głowy to jakie moje życie jest hujowe a jaka natura piękna, jacy jesteśmy mali w tym wielkim wszechświecie i tak dalej. Można to jednak wyłączyć i dojść do jakiegoś porozumienia. Tak mi się przynajmniej wydawało, na jakieś 5 godzin. Potem trzeba wrócić na ziemię i koło się zatacza. Cóż, Kraków wygląda całkiem ładnie z tej perspektywy.

Nie mam dziś mocy na ciągły tok myślowy. Przypomniało mi się, jak zadziwia mnie fakt, jak mądra (mimo wszystko) byłam za czasów wczesnej młodości (na przełomie gimnazjum i liceum). Pamiętam, że strasznie jarałam się polską literaturą współczesną, taką niezależną, trochę emo. Teraz uczę się o tych ludziach na zajęciach. Szkoda, że nie kontynuowałam tej pasji, zniknęła razem z książkami, które zniknęły razem z ówczesnymi ziomkami. Stwierdziłam za to, że fajniejsi są starzy mężczyźni z początków XXwieku, którzy piszą o tym, że boga nie ma. Nawracam się jednak, przeczytałam już chyba wszystkie felietony Jasia Kapeli, bardzo mnie bawi ten koleś.